O Zbyszku - Koło kina - Zbigniew Buczkowski - Studio Realizacji Myśli Twórczych

Przejdź do treści

Menu główne:

książki > koło kina
Mój przyjaciel Zbynio
Wiem jak ludzie reagują na aktorów, bo z racji zawodu często spotykam się z nimi w tak zwanych miejscach publicznych. Do niektórych odnoszą się obojętnie, niektórych podziwiają, a niektórych lubią.
Zbyszka Buczkowskiego lubią wszyscy.
Kiedyś przechodziliśmy obok nocnego sklepu. Właśnie jakiś obywatel próbował załatwić potrzebę fizjologiczną. Na widok Zbyszka podbiegł do nas z radosnym okrzykiem – jestem pana oblubieńcem! – próbował dać Zbyszkowi serdecznego buziaka.
Poznałem Zbyszka w niecodziennych okolicznościach. Właśnie odbywały się próbne zdjęcia, czyli w dzisiejszej polszczyźnie casting, do „Dziewczyn do wzięcia”. Szukałem wykonawcy do roli kelnera. Zgłosiło się kilkadziesiąt osób, ale w żadnej z nich nie wyczułem prawdy o którą mi chodziło.
Umundurowany strażnik wytwórniany, który przyglądał się próbnym zdjęciom, okazał się czlowiekiem wrażliwym.
– Panie rezyserze, szepnął mi do ucha, wiem o co się rozchodzi, pan chwilę poczeka.
Wybiegł i zaraz wrócił ciągnąc za rękę małolata.
– Ale o co chodzi – opierał się młodzieniec.
– Nie pitol, tylko stań tu – uciszył go strażnik.
Z gazety wyrwałem kawałek tekstu.
– Przeczytaj i powtórz własnymi słowami – powiedziałem doprowadzonemu.
Ruszyła kamera, młody człowiek zaczął improwizować.
Szło mu całkiem zgrabnie.
– Umiesz śpiewać? – zapytałem.
– Ale co?
– Cokolwiek.
– A proszę bardzo; Si bą si bą – zaśpiewał Zbyszek, bo to On był.
I tak się zaczęła jego kariera filmowa. Zrozumiałem, że to jest dokładnie to czego szukam.
Do dzisiaj przyjaciele nazywają Zbyszka „Si bą”. Pozytywne uczucie które u wszystkich wzbudza Zbyszek wynika z jego natury, on po prostu lubi ludzi i dlatego ludzie lubią jego. Więc kiedy zapytałem dla kogo nagrał płytę, odparł bez namysłu:
– Dla ludzi!
Długo myślałem jak określić styl i gatunek tych utworów, bo są różne, radosne, smutne, a nawet na wesoło prywatne. Wreszcie  znalazłem wspólny mianownik: Przy kielichu, po kielichu, a nawet bez kielicha, grunt, aby w doborowym towarzystwie.
Ta muza i ten autentyczny, nie szkolony głos sprawiają, że kiedy zabrzmi kultowe dziś "si bą si bą", słuchaczy ogarnia radosna i serdeczna atmosfera. Bo Zbysio ma w sobie jakieś takie pozytywne, takie jakieś warszawskie promieniowanie, zresztą co ja będę tutaj nawijał, posłuchajcie sami.
Janusz Kondratiuk                     
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego